Z przykrością muszę stwierdzić, że jeśli nie było żadnej umowy która przewidywała warunki wykonania remontu i ewentualnie warunki zapłaty to dochodzenie swoich roszczeń nawet przed sądem moze być trudne. To jest słowo przeciwko słowu. Poza tym warto byłoby zastanowić się czy sprawa sądowa nie jest kosztowniejsza niż poniesiony wydatek. Jeszcze gorzej sprawa ma się z wczesniejszymi zalaniami. Jeśli nigdzie tego nie zgłaszałeś (np. do ubezpieczalni, administracji) to znowu masz słowo przeciwko słowu.
Polecam namówienie sąsiada do ubezpieczenia od skutków zalania. Jak to zrobić ? To akurat jest łatwe. Przy następnym zalaniu (czego jednak nie życzę) wezwij komisję z administracji, ewentualnie majstra, którzy wycenią koszt remontu. O zwrot poniesionych (i oczywiście udokumentowanych) wydatków wystąp od razu do sąsiada, najlepiej na piśmie. Będzie się ociągał ? Idź z tym do sądu - wtedy bedziesz miał argumenty. A następnym razem sąsiad sam się ubezpieczy. Tym razem chyba pozostaje dać mu w pysk.