Witam, mam nadzieję, że ktoś przeczyta mój post i mi odpowie. Jak widzę ruch na portalu mizerny, ale może jakiś zagubiony prawnik wyjaśni mi moje obawy.
Mam 33 lata i niestety mieszkam z matką. Miałam nadzieję, że ułożę sobie życie, ale mój partner jak się dowiedział, że jestem w ciąży kopną mnie w 4 litery. Od tamtej pory udało mi się skończyć studia, wychować 10 letniego syna i znaleźć średnio płatną pracę. Niestety nie udało mi się wygrać w Totka i kupić mieszkania.
Mieszkanie w którym obecnie przebywam jest mojej matki, po babci. Przejęła je, jako jedyny spadkobierca gdy miałam 13 lat. Zarówno ja, jak i mój syn jesteśmy tutaj zameldowani.
Moje relacje z matką są nie najlepsze - w dzieciństwie mnie biła, teraz znęca się tylko psychicznie, co słyszy mój syn i wprowadza mnie to w coraz większą depresję. Chętnie bym uciekła, ale nie mam dokąd. Nie mam szans na kredyt, bo za mało zarabiam. Prowadzimy dwa gospodarstwa, lodówka podzielona jest na dwie części, nie mogę korzystać z części urządzeń (bo są jej). Codziennie też słyszę, że mnie wyrzuci... i mogę zamieszkać nawet pod mostem. Gówno ją to interesuje.
Moje pytanie jest takie. Czy rzeczywiście mogę wylądować pod mostem? Matka może mnie i syna wyrzucić z domu na bruk?
Nie mam alternatywy na mieszkanie.